niedziela, 27 kwietnia 2014


AGGRESSIVE PERFECTOR zine #1
Vievs: WILCZY PAJAK, STOS, MAGNUS, HAMMER, IMPERATOR, ASTHAROTH, EGZEKUTHOR, LORD VADER, CONFIDENT, MORTUARY, PROSECTOR, SEPARATOR, SMIRNOFF, THANATOS, THRASHER DEATH, tens revievs, bios, reprints,  arts, professional print, 46 p., A4 format, only in polish. 8 zł + shipping cost.



AGGRESSIVE PERFECTOR zine #2

Views: TURBO, VADER, OPEN FIRE, ALASTOR, QUO VADIS, SLASHING DEATH, MERCILESS DEATH, EXORCIST, 666 XHE, GENESIS OF AGGRESSION, CURSE RITUAL, HEKTOR, LASTWAR, SUPER BOX, VINCENT,  tens revievs, bios, reprints, arts, professional print, 46 p., A4 format, only in polish. 8 zł + shipping cost.

AGGRESSIVE PERFECTOR zine #3
Views: DRAGON, KREON, CETI, VOODOO, ARMAGEDON, HELLIAS, HOLY DEATH, GHOST, AGGRESSOR, AZZARON, GILOTYNA, JAGUAR, LESSDRESS, MARKIZ DE SADE, TESTOR, , tens revievs, bios, reprints, arts, xero, 53 p., A4 format, only in polish. 8 zł + shipping cost.




AGGRESSIVE PERFECTOR #4
Views: DESTROYERS, DEAD INFECTION, PANDEMONIUM, VIOLENT DIRGE, TRAUMA, UNBORN, LOST SOUL, MASTURBATOR, CONDEMNATION, FANTHRASH, GENITAL PUTREFACTION, GOMOR, INFERNAL DEATH, PARRICIDE i PROSECUTOR, 100 reviews, bios, reprint, arts, total obscure xero, 44 p., A4 format, only in polish, 9 zł + shipping cost.

AGGRESSIVE PERFECTOR zine #5
Views:  KAT, HAZAEL, NIGHTMARE, NEOLITH, CEREBRUM, CORRUPTION, KORPUS, BEERHEAD, DESOLATOR, XANTOTOL, BOREA + 1 extra view, story of: BUNDESWEHRA, GEISHA GONER, SLAUGHTER, DDT, a lot of bios, arts and reviews, xero, 60 p., A4 format, only in polish, 9 zł + shipping cost. 






czwartek, 24 kwietnia 2014

czwartek, 17 kwietnia 2014

Ankieta


W najnowszym numerze AP zine przeprowadziłem ankiete wśród zines edytorów na temat papierowych zinów, w której pytanie brzmiało: "Czy w dzisiejszych czasach warto jeszcze robić ziny na papierze?". Kilku z odpowiadających przesłało odpowiedzi już po skończeniu przeze mnie tego numeru więc nie znalazły się one na papierze, jednak postanowiłem je przytoczyć tutaj. Na uwagę zasługuje szczególnie wypowiedź Arka z Morbidious Pathology zine, który znany jest ze swoich szerokich wywodów na dane kwestie, a który w tym przypadku można powiedzieć, że napisał na ten temat pracę :) Mimo wszystko bardzo polecam przeczytać do końca...

Moim zdaniem warto robić papierowe pisma, ze względu na to, że przetrwaja dłużej niż link w sieci. Istnieją zbieracze papierowych zinów, a ja sam często wracam do zakurzonych, popakowanych w pudła starych numerów: Holocaust, Infernal Death, Thrash'em All i innych mniej znanych, z zamiarem przeczytania starego wywiadu Z Sadistic Intent czy Emperor. Dodatkowo jeśli magazyn ma rozbudowaną szatę graficzną: rysunki, ramki, zdjęcia, obowiązkowo logosy, ewentualnie jakieś flyersy, to podwyższa to jego wartość w moich oczach. Oczywiście istnieją strony w internecie, które przykuwają oko przemyślaną grafiką w starym stylu (np. Voices From The Darkness), ale są to rzadkie przypadki. Zazwyczaj nudzi czytającego wpatrywanie się w podobne do siebie artyuły, wywiady czy recenzje, a na papierze coś przyciaga uwagę nawet do mniej znanego zespołu, jednak zestawionego z ciekawa grafiką czy zdjęciem. Jednocześnie istnieja ziny, które nie przykładają wagi do wyglądu i nie zamieszczają żadnych obrazków, zdjęć a posiłkują się jedynie gotycka czcionka zamiast logo. Takie pisma sa dla mnie równie nudne i beznadziejne co webziny. Najważniejsze w pracy nad papierowym zinem jest dla mnietchniecie w niego własnego stylu oraz okraszenie go ciekawa grafiką ku chwale Szatana.
Jakub Jezierski- Corpus Vermis zine, ex-Cuthulu zine

Dlaczego warto? Stary, nie warto, nie pchaj się w to, nie wydawaj więcej numerów! Bo sam wiesz, gadasz z tymi wszystkimi zespołami, robisz te pytania, a oni odpowiadają często bardzo wyczerpująco i sporo mają do powiedzenia, a potem trzeba to wszystko czytać i poprawiać, wstawiać, wklejać, edytować, poznajesz ludzi a facebook ma ograniczoną liczbę znajomych jaką możesz przyjąć, ogarniasz masę muzy do recek co męczy jak cholera bo kto by chciał prawie co dzień posłuchać czegoś nowego ze swojego ulubionego gatunku muzy? itd. A nie wspomniałem o gigach, na które trzeba chodzić bo wypada zrobić relację żeby w zinie była. No masakra, a jeszcze mówię Ci jak już złożysz to wszystko i wydrukujesz to nie ma chuja że odpoczynek bo piszą, walą do ciebie po tego szmatławca za kasę czy z wymianami się oferują a jak napiszesz że chcesz za to koncertówkę Burzum to i tak znajdą sposób żeby swoją sztukę dorwać. No i chuj do ksera zapierdalasz a to też czas i kasa i jak się tego rozejdzie to nie ma urlopu bo przeczytają przyswoją ktoś recke ziniacza strzeli i chuj piszą, oferują, ślą promówki do recek, a te kurwa w pyte się okazują często i już wywiad trzeba zrobić bo ciekawość i chęć wsparcia ciągnie. A i listonosz cie nienawidzi bo w chuj paczek, listów, gówien do ciebie nosi co dzień a ty uwielbiasz pana Stasia i nie chcesz chłopu robić przykrości tak jak i paniom na poczcie polskiej bo kochasz tę instytucję. Ogólnie zawracanie dupy obopólne i strata czasu bo zamiast poczytać Polskiego Vampa czy pooglądać filmy niskokostiumowe to nawalasz te muze, te wywiady, te recki, wydajesz, rozdajesz, wymieniasz, sprzedajesz a potem słyszysz że zajebiście że piszesz i że pisałeś i że kolega co zina też robi to podoba mu się twoja raca tylko ma żal do ciebie bo przeczytał wywiad/reckę i kasetę/płytę musiał nabyć bo skoczyło u niego zainteresowanie młodziakami z świeżym materiałem a i jeszcze wywiad z nimi też zrobi i kurwa choć nie chciał to pomoże altruistycznie zamiast być chujem i nic nie robić. A ogrom kapel jest i ciągle powstają nowe z których jedne trzeba sprowadzić na ziemie inne ujebać u źródła a resztę wesprzeć jak tylko się da bo zasługują na to aby wyjść ze swoją muzą poza swój pipidów pokroju warszawy. No witki opadają. A tylko raz było warto jak mi stały czytelnik na gigu wódkę postawił za to że zina robię. No i to by było na tyle.
Michał- Vomitorium Zine

Gdyby podejść do tematu z dystansem, wówczas być może wystarczyłoby podeprzeć się banalną, acz jakże prawdziwą i wynikającą z życiowego doświadczenia, pointą wieńczącą znakomitą (moim skromnym zdaniem) reklamę będącego w powszechnym użyciu wyrobu toaletowego – „Papier ma jednak wielką przyszłość” hehe. No, ale żarty na bok, bo jak mniemam zależy Ci raczej na tym, aby uzyskać w miarę wartościowe pod względem merytorycznym głosy w dyskusji. W związku z tym na wstępie zaznaczę może, iż według mnie na zagadnienie będące przedmiotem naszych rozważań wypadałoby spojrzeć zarówno z perspektywy twórcy, jak i odbiorcy – bo przecież nie ograniczam się wyłącznie do wydawania pisemka, lecz jestem również aktywnym czytelnikiem tego rodzaju periodyków, a gdyby zacząć operować konkretnymi jednostkami czasu mogłoby się okazać, że nawet więcej poświęcam go na lekturę innych ‘zines niż na gromadzenie materiałów do kolejnych odsłon własnego szmatławca hehe. Jeśli zatem miałbym określić swoje stanowisko w omawianej sprawie jako edytor to będąc zupełnie szczerym muszę wyznać, iż nie potrafię wskazać konkretnych powodów, dla których warto wydawać „papierzaki” – co istotne nie podam także żadnych argumentów mogących świadczyć o tym, że czynienie tego jest pozbawione sensu. Niewykluczone, iż moja postawa może wydać się „nieco” osobliwa (jeśli nie idiotyczna), lecz jej fundamentem w głównej mierze jest głębokie przekonanie, że nie należy kwestii tworzenia podziemnego szmatławca rozpatrywać w kategoriach warto/nie warto. Źródłem takich, a nie innych zapatrywań na tę sprawę jest to, iż ja osobiście moją działalność klasyfikuję wyłącznie jako hobby dające mi możliwość, aby w nieco bardziej aktywny sposób wspierać uwielbianą muzykę i zadać hołubionym przeze mnie zespołom pytania, na które sam, jako maniak, chciałbym poznać odpowiedź – nic ponad to! Dlatego też w swoich poczynaniach daleki jestem od jakichkolwiek kalkulacji, ponieważ zine’a tworzę przede wszystkim dla własnej satysfakcji. Należałoby zastanowić się również nad tym, jakie czynniki miałyby decydować czy tego rodzaju „zajęcie” jest sensowne, czy też nie – liczba rozprowadzonych egzemplarzy? A może Ilość otrzymanych do recenzji płyt? W mojej opinii już samo stawianie tego rodzaju pytań jest (delikatnie rzecz ujmując) niezbyt roztropne, ponieważ mając na uwadze charakter oraz profil naszej działalności niedorzecznością jest mówić o jakichkolwiek korzyściach (poza poczuciem samorealizacji oczywiście), które mogłyby ją w dostateczny sposób uzasadniać. Mało tego! Niejednokrotnie jest wręcz odwrotnie, gdyż koszta, jakie ponosi edytor takowego periodyku (litościwie pomijam stricte finansowe nakłady) zdają się jednoznacznie wskazywać, iż każdy zdrów na umyśle, racjonalnie oceniający fakty osobnik, czym prędzej powinien zrezygnować z tego jakże deficytowego „interesu”. Na szczęście zarówno znani mi edytorzy, jak też i ja sam, w „głębokim poważaniu” mają aspekty „kapitałowe” i kierują się wyłącznie napędzającą ich działania pasją do metalu, dzięki czemu wciąż jeszcze ukazuje się kilka(naście) tytułów, po które zawsze z chęcią sięgam. Zdaję sobie oczywiście sprawę z tego, że kurczowe trzymanie się owej „papierowej tradycji” w dzisiejszych czasach, które wyraźnie naznaczone są piętnem nowoczesnych technologii, przez wielu może być uznane za dziwactwo, jednakże ja wciąż wielkim szacunkiem darzę tę, według niektórych, szalenie archaiczną formę. Nie przeczę, iż pewną rolę mogą w tym przypadku odgrywać również swego rodzaju sentymenty, gdyż należę do pokolenia, którego dzieciństwo szczęśliwie przypadło na okres ery pre-internetowej, co  niejako „skazywało” nas na obcowanie z carta papirea – niezależnie od tego czy mówimy o książkach, czy też o prasie. W rezultacie pozwoliło to na przykład wykształcić w sobie pasję czytelniczą, a co za tym idzie przywiązanie do wydawnictw drukowanych. Jestem rzecz jasna w pełni świadomy, że współczesny świat rządzi się zgoła odmiennymi prawami, a więc i oczekiwania przeciętnego odbiorcy uległy radykalnej przemianie, aczkolwiek dla mnie osobiście nie stanowi to wystarczającego powodu do tego, aby porzucić celulozę na rzecz systemu binarnego (w grę wchodziłoby ewentualnie równoległe istnienie obydwu wersji) mającego fundamentalne znaczenie dla wirtualnego świata – ten bowiem w zatrważającym wręcz stopniu wyraża kompletnie niezrozumiałą dla mnie ideę infotainment, charakterystyczną także dla mediów masowych, które celują w gusta „czytelnika” stawiającego niewyszukaną rozrywkę ponad rzetelny tekst. Takie założenia oraz wytyczne wychodzące na przeciw wspomnianym wymogom mają niestety przemożny wpływ na poziom prezentowanych treści, który, oględnie mówiąc, na ogół nie zachwyca. Naturalnie, gdyby skonfrontować najbardziej nawet poczytnego „papierzaka” z np. webzinem, portalem czy też blogiem w zakresie szybkości, zasięgu oraz dostępności przekazywanych informacji, to właściwie w ciemno można obstawiać zwycięzcę tej potyczki. Ale! Nawet, jeśli w tej „bitwie” tradycja ulega nowoczesności, to warto pamiętać, iż w odwodzie pozostaje nam jeszcze merytoryka – według mnie to właśnie ona może być największą siłą papierowych ‘zines, stanowiąc jednocześnie argument wyrażający głos „za” w tej dyskusji.
Gdybym miał na tę kwestię spojrzeć li tylko i wyłącznie z punktu widzenia czytelnika, to zdecydowanie optowałbym za rozwiązaniem zapewniającym mi możliwość sięgnięcia po lekturę na odpowiednim poziomie, a z mojego dotychczasowego doświadczenia wynika, iż to właśnie na stronicach papierowych szmatławców najczęściej odnajduję treści prezentujące odpowiednią wartość merytoryczną. Zazwyczaj staram się nie generalizować, jednakże mając na uwadze to, iż w ciągu ostatnich paru lat zdążyłem zapoznać się z „kilkoma” różnego sortu serwisami czy też portalami, których twórcy zajmowali się promocją szeroko pojętego metalu, mogę stwierdzić, że w większości przypadków ich autorzy palmę pierwszeństwa przyznają ilości nie zaś jakości, a tego rodzaju polityka zupełnie do mnie nie przemawia. Już na pierwszy rzut oka można zauważyć niezwykle niepokojącą tendencję do swego rodzaju tabloidyzacji, która przejawia się miałkością prezentowanych materiałów. Uprzedzając ujadanie ewentualnych oponentów zaznaczę, iż nie jest moim zamiarem deprecjonowanie kompetencji osób odpowiedzialnych za tego rodzaju „twory”, bo wydaje mi się, że częściej niż z ich braku taki stan rzeczy może wynikać z wdrażania w życie określonych priorytetów będących odpowiedzią na oczekiwania ludzi zapewniających odpowiednią ilość odsłon danej strony. Zdaję sobie również sprawę z tego, że i wśród edytorów „papierzaków” odnajdziemy osobników charakteryzujących się zarówno nikłą wiedzą, jak i niewystarczającymi zdolnościami, jednakże nawet pomimo tego towarzyszy mi uczucie, iż w tej materii szala zwycięstwa przechyla się na „naszą” stronę. Może i trąci to nieco arogancją, ale ja naprawdę uważam, że efekty pracy niektórych spośród naszych kolegów „po fachu” noszą znamiona pełnego profesjonalizmu, którego źródłem jest przede wszystkim rozległa wiedza nie tylko na temat metalu – a jeśli dodamy do tego również niemałe umiejętności w zakresie posługiwania się słowem pisanym, to rychło okaże się, iż lektura takiego periodyku jest nie tylko przyjemnością, ale i daje nam okazję do tego z pozycji obserwatora uczestniczyć w ważkiej „dyspucie”. To z kolei może także skłaniać do refleksji czy też dalszych poszukiwań, a więc dawać impuls do rozwoju, który według mnie jest i będzie zawsze pożądany. Oczywiście źródeł faworyzowania przeze mnie tej konkretnej formy, a co się z tym wiąże opowiadania się za sensownością tworzenia papierowych piśmideł, można doszukiwać się we wspomnianym już przeze mnie sentymencie (być może dla niektórych kompletnie niezrozumiałym) do „bibuły”, ale niepoślednie znaczenie ma w tym przypadku także poczucie… komfortu. Zdecydowanie bardziej cenię sobie bowiem możliwość wygodnego usadowienia się na ten przykład w fotelu z papierowym periodykiem w ręku, niźli wlepiania wzroku w ekran komputera – tym bardziej, że ze względu na aktualnie wykonywaną pracę zawodową jestem zmuszony robić to przez 8h każdego dnia. Każdorazowo z ogromną ulgą i niewysłowioną wręcz radością witam możliwość „uwalenia się” oraz chwycenia w łapy konkretnego „papierzaka”, którego lektura uzupełniona jest zazwyczaj porcją metalowego łomotu, dlatego też pozostając w tej jakże wygodnej pozycji odpowiem, iż mam nadzieję, że nigdy nie zabraknie maniaków, którzy podobnie jak ja, na przekór wszystkiemu, wciąż będą głęboko wierzyć w to, że warto tworzyć papierowe nieregularniki…
Arek Jendzicki- Morbidious Pathology zine



wtorek, 8 kwietnia 2014

AGGRESSIVE PERFECTOR zine uderza po raz piąty!

W najnowszym numerze goszczą takie zespoły jak: KAT, HAZAEL, NIGHTMARE, NEOLITH, CEREBRUM, CORRUPTION, KORPUS, BEERHEAD, DESOLATOR, XANTOTOL, BOREA (wywiady), BUNDESWEHRA, GEISHA GONER, SLAUGHTER, DDT (historie). Ponadto wywiad z Jarkiem Szubrychtem, artykuły: "Cwany Lis", "Kobiety w polskim metalu" i kilka innych, ankieta na temat papierowych zinów przeprowadzona wśród edytorów, ogromna ilość biografii i recenzji. Wszystko na kserowanych 60 stronach A4 robionych tradycyjną metodą! Cena: 9 zeta + koszt wysyłki. apzine@vp.pl


Wieści od Thrashing Madness!

ARMAGEDON - Invisible Circle/Dead Condemnation CD 2014 Coming Soon



Już niebawem trafi w wasze ręce w pełni profesjonalnie wydany CD legendy polskiego death metalu ARMAGEDON ,obok ''Invisible Circle'' jako bonus znajdzie się tu demo  91 ''Dead Condemnation''. Co prawda w roku 2004 oba materiały ukazały się jako płyta, ale był to bardzo skromnie wydany CDr ,tym razem dostaniecie w pełni profesjonalnie wydaną płytę  z 20to stronnicowym bookletem, całość materiału  została na nowo zremasterowana przez Arka "Maltę" Malczewskiego który sprawił , że te numery jeszcze bardziej was sponiewierają , totalne zniszczenie i zagłada !



Bądźcie czujni nadchodzi dzień sądu ARMAGEDON!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!


wtorek, 1 kwietnia 2014

Rok pracy, klej, nożyczki, przybory do rysowania, hektolitry wypitego piwa i nowy numer AP zine wygląda w końcu tak jak chciałem żeby wyglądał od pierwszego numeru, czyli tak jak wyglądały ziny 20 lat + wstecz. "Piątka" właśnie się kseruje a będzie można zamawiać już od poniedziałku... Polecam!